732

POTWORNE ŻYCIE APKA

Decydując się na appenzellera musimy pamiętać o najważniejszym z elementów tj. o założeniu hodowlanym rasy. Appenzeller to pies do pracy z bydłem, bardzo nieufny wobec obcego człowieka. Selekcja hodowlana była bezlitosna dla słabych osobników. Z biegiem czasu modernizacje hodowlane sprawiły złagodnienie rasy, a powoli wprowadzano do miasta - a raczej na ich przedmieścia – i zaczęto użytkować rasę jako psa towarzyszącego. Niestety Appenzeller nie do końca wpisywał się w rolę średniej wielkości psa do towarzystwa. Apenzeller pozostał appenzellerem, w całej swojej krasie. Ludzie, którzy nie do końca zdają sobie sprawę z uwarunkowań genetycznych rasy, często dopiero później zastanawiają się, czy rasa ta jest aby na pewno odpowiednia dla nich. - Appenzellerom nie można odmówić niebywałego uroku, więc jakie problemy może sprawić psiak o tak słodkiej prezencji?

Niestety nadal wśród ludzi pracujących z psami użytkowymi Appenzeller jest mało popularny. Za to zyskuje swych sojuszników wśród ludzi, którzy po prostu chcą mieć psa. Psa tej rasy śmiało polecam dla osoby aktywnej, czyli po 8 godzinach w pracy, nadal mają chęć na dłuższy spacer (powyżej 1h) + 3 razy dziennie spacer fizjo. Dodając konsekwencję, stanowczość, twardość, dużą wrażliwość i delikatność to powinno wystarczyć by być odpowiednim towarzyszem i przewodnikiem dla Appenzellera.

Śmiałków decydujących się na psa zapraszam do dalszej części artykułu.

Odbieramy Naszego szczeniaczka z hodowli. Rozpoczynając kilkunastoletnią przygodę z naszym towarzyszem. Należy zacząć od zbudowania zaufania, relacji, nauki przywykania, oswajania z codziennością życia przynajmniej przez pierwszy rok życia.

Średnio 8-tygodniowe szczenię oddzielamy od matki, swojego stada. Warto zauważyć, że szczenię raptem 8-10 tygodniowe będąc w hodowli, poza spaniem i jedzeniem większość czasu spędza na zabawie z rodzeństwem, zwiedzaniem i poznawaniem świata w stosownym dla siebie tempie, nabierając większej lub mniejszej śmiałości do świata i ludzi. Ile i w jakim stopniu jest cechą indywidualną otrzymaną w pakiecie genowym zależną hodowcy, suki - matki i warunków środowiskowych, w jakich rozwija przez pierwsze tygodnie życia. Do 6 tygodnia życia hodowcy mają nijako związane ręce ze względu na ryzyko złapania chorób zakaźnych. W tym czasie hodowca może zapoznawać szczeniaki z zabawkami przedmiotami, dotykiem, dźwiękami, reagowaniem na obecność człowieka.

Po szóstym tygodniu można śmielej pozwalać na przebywanie w towarzystwie szczeniąt ludzi obcych, nie koniecznie branie na ręce tulenie, chuchanie i dmuchanie czy całowanie, bo takie słodziutkie, spacery podwórkowe itd. Zazwyczaj jadąc do hodowli odebrać naszego szczeniaczka spędzamy tam jakiś dłuższy czas, poza formalnościami związanymi z zakupem i dopytywaniem o postępowanie ze szczeniaczkiem poświęćmy swój czas na bliższe zapoznanie się ze szczenięciem, pobawmy się, dajmy czas na poznanie nas w jego tempie, nie straszmy sobą, swoją ludzką chęcią tulenia i pożądania. Stańmy się łącznikiem między "starym" a "nowym" światem. Dawno temu biorąc szczenię od matki brało się także coś z zapachem matki, właśnie w celu ułatwienia przejścia z miejsca A do miejsca B. Obecnie najczęściej szczenię dostaje wyprawkę nową elegancką nasączoną kompletnie obcymi zapachami. Dlatego mając w nas wsparcie łatwiej mu przejść okres "przeprowadzkowy"; i zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Pozwólmy sobie minimum pierwszą noc spać w pomieszczeniu docelowym, w którym ma spać nasz szczeniak. By po przebudzeniu mógł nas znaleźć, by wybudzając się w nocy nie wpadał w panikę, bo zapomni, gdzie jest. Euforia zakupu szczenięcia panuje w domu kilka dni, w ciągu dnia szczenię jest "rozrywane" i nieustannie w ciągłej uwadze. Na noc wszyscy znikają, szczenię zostaje samo a jeszcze ubiegłej nocy miało matkę/cycka rodzeństwo i spanie na kupie. Po kilku nocach emocje wszystkim opadają, do szczeniaczka zaczyna docierać rzeczywistość. Wciągu nocy zaczynają chodzić potwory po ścianach tzn. latarnie uliczne, meble domowe dają cienie, prąd w gniazdkach brzęczy, słychać wiatr czy deszcz za oknem. Niektóre szczenięta będą zaciekawione inne zaczynają się bać, dlatego warto być w nocy w pomieszczeniu ze szczenięciem. Czas procesu aklimatyzacyjnego jest bardzo zróżnicowany i osobniczo indywidualny.

Z reguły do 12 tygodnia trwa kwarantanna szczepienna, czyli okres, kiedy nasze szczenię jest wyjątkowo podatne na zwierzęce choroby zakaźne, gdzie niektóre bywają śmiertelne. Dla zdrowia psa ograniczmy wyjścia na zewnątrz w szczególnie miejsca o dużym nasileniu psich spacerów.

Wykorzystajmy ten okres na zwiększenie więzi ze swoim psem. Na pracę nad relacją poprzez naukę zabawy, używania zabawek, wstępu do komend, ćwiczeń, używania schematów, które w późniejszych etapach będziemy pogłębiać osiągając swoje zamierzone cele. Rozbudowa relacji da nam większą wiedzę o swoim psie, czy ma jakieś obawy/lęki czy jest asertywnym szczenięciem, czy małym leniuchem. Rozpoznanie poszczególnego typu stosunkowo wcześnie daje nam ogromny wachlarz modyfikacji danego zachowania. Nauka zabawy niby banał. Niestety bardzo często zdarza się "dałem mu zabawkę a on się nie bawi". Zabawa ze szczenięciem to obopólna przyjemność z czasu spędzonego razem. Obie strony powinny być równo zaangażowane. Zabawą rozwijamy instynkty polowania, łupu - ganianie za piłką delikatnie kulaną, uczy to koordynacji sprawności i świadomości ciała, rozwijamy zmysły: wzroku, słuchu, dotyku. Zabawa sprzyja rozwojowi emocjonalnemu, uczy cierpliwości, samodzielności. A najważniejszą zaletą zabawy jest rozwijanie kreatywności i pomysłowości dając ogromne poczucia sprawstwa tzn., że to "ono jest twórcą swoich myśli i działań".

Fajnym i ostatnio modnym rozwiązaniem, są psie przedszkola, ale to wiadomo po kwarantannie. A w jej trakcie, jeśli ma się wątpliwości, co do swoich umiejętności warto zaprosić do siebie osobę prowadzącą takie psie przedszkola. Na indywidualne lekcje by pokazała, jak bawić się ze szczenięciem, jak skupiać uwagę na sobie, jak uczyć by być zrozumiałym dla psa.

Appenzeller jest specyficzną rasą, taki wrażliwy twardziel, podszyty nieufnością na bazie psa lękowego o wyróżniającej się inteligencji. Analityk obserwator potrafi być indywidualistą. W związku, że gro zachowań wywodzi się z lęku to automatycznie narzuca na właściciela natężoną pracę. Zainwestowane poświęcenie przynajmniej w pierwszym roku życia psa gwarantuje nam wspólne i komfortowe kilkunastoletnie życie.

Specyfika appenzellera wymusza na nas "ręczne" zapoznanie go ze światem tzn. od dawien dawna rasa hodowana do pomocy człowiekowi przy pracach ze zwierzętami gospodarskimi na wsi i tam też czuje się wyśmienicie. Życie miejskie potrafi być bardzo trudne do przystosowania. Dlatego bardzo duży nacisk należy włożyć w przystosowanie appenzellera do życia w mieście. Ręczne zapoznawanie ze światem to nic innego jak wspólne wyprawy i zabawa to budowanie zaufania i relacji między psem a człowiekiem.

Szczenięta appenzellera bywają odmienne w zachowaniu od innych ras. Mało, który szczeniak jest śmiały, otwarty na ludzi i świat. Wyjątkowo szybko "dojrzewają" segregują ludzi swoich od obcych, nie wahając się tego okazać. Bardzo duża nieufność szczególnie do ludzi wpisana jest we wzorzec rasy. Dwu-trzy miesięczne szczenię więcej kieruje się lękiem niż nieufnością. To od nas zależy, w którą stronę i jak rozwinie się dane zachowanie – to my mamy świadomość rasy, zachowania naszego szczeniaka i narzędzia do jego kształtowania. Nadmierne spoufalanie się ludzi wyciąganie rąk do psów, chęć pogłaskania, bezpośredniego patrzenia prosto w oczy nawet u tak małego a mocno wrażliwego szczenięcia wywoła odruchy naturalne, czyli warczenie, ostrzeganie i kłapnięcie pyszczkiem. Pierwotność appenzellera i ich szczeniąt znacząco odróżnia je od ich rówieśników innych ras. Nasze szczenię kieruje się instynktem z pakietu genowego, który otrzymał od swych rodziców. Potrafi być dziki, naturalny bez wyuczonego modelu zachowań, taki mały kotek, dzikusek. W całej dzikości to małe szczeniątko jest świadome swoich cech, których nie zawaha się użyć w sytuacji przez siebie uznanej za konieczną (często wywołując u natrętnej "pogryzionej osoby" reakcję agresji, oburzenie i atakowanie właściciela psa). Ludzie są bardzo nachalni i agresywnie prowokują, nie będąc świadomym swojego postępowania - przecież oni chcą tylko pogłaskać małego słodkiego szczeniaczka! Tylko i wyłącznie od nas zależy jak w przyszłości będzie zachowywał się nasz pies. Jak i w jakiej wersji przedstawimy psu świat i ludzi.

Po kilku tygodniach nadszedł ten moment, kiedy możesz zabrać swojego szczeniaka na pierwszy spacer! Po zakończeniu kwarantanny wyruszamy z psem na podbój świata. Pisałam wcześniej o socjalizacji i zabawie z psem we własnym ogródku. Pies nauczony zabawy na podwórku będzie jej się tam domagał i bardzo dobrze. Zabawki i smakołyki i to dwa podstawowe narzędzia do pracy ze szczeniaczkiem w tym wieku. Zabawka, czyli przedmiot miękki, puchaty stosunkowo duży dobrze widoczny, który można ciągać min po kałużach. Ma ona na celu podniesienie emocji, czyli pobudzenie psa i wprawienie w dobry nastrój przynajmniej dwa poziomy wyżej, by poczuć się pewniej przy pełnej kontroli nad emocjami i stopniem pobudzenia. Znając reaktywność naszego psa mamy możliwość doboru intensywności stopnia pobudzenia. Z jednoczesną nauką panowania i kontroli emocji przezeń. Nieustanne rzucanie piłki dla wybiegania się psa nie dość, że wiąże się z bardzo dużą urazowością naszego pupila to także pobudza psa do stanu skrajności emocjonalnej, gdzie świadomość i kontrola mózgu dawno poszły w zapomnienie. Rozbudzanie do skrajnych granic emocjonalnych nie jest zdrowe dla nikogo. Toruje drogę zachowaniom często wymykającym się z ryz - wyrabiając nadpobudliwość u nadpobudliwego psa. Odkręcanie tego jest możliwe, ale wymagające ogromnej wytrwałości, samozaparcia i świadomości człowieka.

Dobrego nastroju (kontrolowanego pobudzenia) psa używamy w celu zastąpienia bodźca słabszego (lęk) bodźcem silniejszym (agresja), jeśli chcemy utrwalić dane zachowanie dajemy smakołyk. Pies nauczony działania w tym schemacie tj., korzystania z zabawki dla rozładowania stresu, rozluźnienia i doładowania pozytywnymi emocjami bardzo płynnie pokonuje potwory, które stają mu na drodze. Nieokiełznane potwory wprawiają w ogromny lęk, sprawiają, że nasz zwierzak staje się coraz bardziej wycofany, niechętny do żadnych aktywności, ba nie chce wyjść z domu (ze swojej budy) ze strachu przed wszystkim. Wszystko, co nowe oszczekuje albo ostrzegawczo dla nas lub strasząc potwora, (jaki ja jestem groźny). Jednym ze straszliwszych potworów dla mojego psa była naszyta postać "głowa byka" na plecaku przechodniów idących przed nami na jednej z ulic w mieście. Ubiór ludzi zlał się z otoczeniem pochmurnego szarego dnia naszywka była niebieska, czyli barwa bardzo wyraźna dla psiego oka. Po analizie mojego psa wyszło niebieskie bycze monstrum na ulicy. Na szczęście ludzie zrozumieli, że młoda się uczy, przy ich małej pomocy udało nam się obłaskawić tego potwora.

byk.jpg

Umiejętność stymulowania nastrojem, emocjami w psie, przy pomocy zabawki i smaczków daje nam bardzo duże możliwości pracy. Mając w ręku klucz do psa i psa wyruszamy na miasto. Wykorzystajmy to, czego nauczyliśmy się w domu by pokazać naszemu szczeniakowi: „Hej, tu też może być miło i przyjemnie mimo hałasu samochodów, ludzi rowerów, tramwajów czy pociągów. Tu też możemy się świetnie bawić”. Ważne by nasz psiak wchodząc w nowy - niekiedy bardzo przerażający i obcy świat - wszedł w dobrym nastroju. Zanim więc wyruszymy pobawmy się ulubioną zabawką, którą zawsze mamy przy sobie (korzystając z niej w każdej kłopotliwej sytuacji dla psa). Można również spróbować wykorzystywać smakołyki - aczkolwiek nie zawsze dadzą pożądany efekt. Jedzenie mobilizuje myślenie może zdarzyć się, że uzyskamy efekt odwrotny od zamierzonego. Zabawa, szarpanie oddaje psa działaniu instynktom i adrenaliny, endorfin (efekt boksera/pięściarza, biegacza). Są momenty, gdzie pies odmówi jedzenia bądź zabawki, dlatego warto mieć zawsze oba narzędzia ze sobą. Bardzo ważnym elementem jest nasza postawa. Wszystko robimy z przyjemności i w bardzo dobrym nastroju. Nie ma opcji spaceru i wypraw za karę lub bo tak trzeba, bo gdzieś tak napisali. Wszystko robimy dla siebie i swojego psa - o w końcu nikt nas nie zmuszał do zakupu szczenięcia tej rasy.

Należy pamiętać, że szczenię ma podążać za nami i z nami. Musimy sprawić abyśmy byli najatrakcyjniejszą istotą i zjawiskiem dla psa – wyprawy z nami są absolutnie super, nic złego się nie przydarzy, a wszystkie potwory i straszliwości są do pokonania. Młode szczenię potrzebuje przykładu do naśladowania. My - jako jego przewodnicy - powinniśmy być jego szefem i ósmym cudem świata. Sprawić by wszędzie z nami czuło się bezpiecznie. My nie możemy bać się świata, musimy chcieć pracować ze szczenięciem. Mamy bronić, rozważnie prowadzić i dyplomatycznie pokazywać a nie tylko oczekiwać i wymagać. Więc nie omijamy targowisk tłumów ludzi, zatłoczonych przejść podziemnych, dużego ruchu ulicznego. Okolic przedszkoli i szkół w trakcie przerw lekcyjnych, dworców kolejowych czy peronów. Warto podczas wycieczek odwiedzać miejsca, które w przyszłości będą bardzo potrzebne np. weterynarz. Idąc do weterynarza gościnnie zachowujemy się także swobodniej bez napięcia i stresu, bo naszym zadaniem jest pokazanie psu gabinetu weterynaryjnego a nie wizyta chorobowa. film MIASTO

Kolejną cechą appenzellera jest jego wrodzona nieufność do ludzi. Nasze szczenię podczas kwarantanny poszczepiennej poznało już domowników w postaci ludzi i innych zwierząt, zna każdy zakamarek domu i nagle…przychodzą goście! Kto to? Po co przyszedł? Co od nas chce? – te pytania z prędkością światła przemykają przez głowę naszego szczeniaka. Naszym głównym zadaniem jest skupienie uwagi ludzi na nas a nie na psie wywołując w nim przerażenie, lęk, a niekiedy agresje. Goście przychodzą do nas nie do psa. Zapnijmy szczeniaka na smycz, zasłońmy swoim ciałem a ludzi zaprośmy do pokoju. Psiak niech patrzy i ogląda. Ok -wszyscy zasiedli przy stole. W tym momencie przejdźmy z psiakiem do wspólnego pomieszczenia, dajmy mu poznać ludzi w swoim tempie i czasie. Węsząc pies poznaje środowisko. Nasz pies nie ma potrzeby tulenia, głaskania i dotykania przez obce mu osoby i popadania w zachwyty, jakie to słodkie szczeniątko! Psu wystarczy węszenie by poznać, bez dotykania - z odległości. Możemy rozsypać kilka granulek psiego jedzenia za gośćmi na podłodze a mały pakiet tegoż dać obcemu w dłoń (należy pamiętać, aby poprosić osobę odwiedzającą o trzymanie ręki luźno puszczonej ku podłodze) Prawdopodobnie szczenię zbierając jedzenie z podłogi podejdzie i poczęstuje się również z dłoni naszego gościa.

Nie pozwalajmy wyciągać rąk do naszych psów. Psy nie lubią dotyku, głaskania to ludzka potrzeba. Apenzeller może ugryźć, raniąc krzywdząc człowieka i nie ze złości czy agresji tylko jako formę wyrażenia swojego niezadowolenia. To swoiste ostrzeżenie - nie rób tak, nie życzę sobie tego! Przed tak ofensywnym wyrażeniem swojego niezadowolenia, pies bardzo cześto prezentuje wachlarz zachowań, sprawiających mu dyskomfort. Są to między innymi: odwracanie głowy w stronę przeciwną od źródła dyskomfortu, uniki ciałem, odskakiwanie czy wycofywanie się na bezpieczną dla psa odległość pozwalającą mu na zwiększenie kontroli nad sytuacją (podjęcie decyzji – atak czy ucieczka). Podczas naszych wycieczek nauczyliśmy psa mijania ludzi jak i samochodów bez zaczepiania czy lęku. Tego samego oczekujmy od naszych znajomych, których spotykają się z nami i z naszym psem.. Zakładam, że nasi rozmówcy już są poinformowani o niereagowaniu na naszego psa i rozmawiają z nami a postój się przedłuża - nie wymagajmy od psa zastygnięcia w bezruchu. Bojaźliwość i brak ruchu to nie jest dobry duet. By pies się nie stresował się niepotrzebnie - pozwólmy mu chodzić na całej długości smyczy. Rozmawiając ze znajomymi, rzuć psu smaczki na trawę, żeby musiał ich poszukać i skupił się na tym konkretnym zajęciu a nie myślał o strasznych ludziach.

Wspomniałam wyżej, że psy nie lubią dotyku, nie lubią głaskania – zainicjowanego przez człowieka (o dotyku inicjowanym przez psa napiszę w kolejnym wpisie). Psy między sobą dotykają się ciałem, nie używają do tego celu łap. Łapy psie służą do wyrażania pozycji w stadzie. Jeden pies kładzie łapę bądź wspina się obiema na kłąb drugiego psa. Dotyk dominuje, ogranicza swobodę, rozprasza, podporządkowuje. Akceptacji dotyku można nauczyć i warto, bo można wykorzystać to, jako narzędzie wspierające. Dotykiem można odstresować i rozluźnić psa. Oswojenie z dotykiem jest bardzo przydatne np. na wystawach sędzia dotyka psa, sprawdza jądra, ogon, zęby, niekiedy linie grzbietową czy zrosty czaszkowe. Powtarzanym jak mantra zdaniem, które wypowiadają wystawcy swojego psa tej rasy jest: to jest Appenzeller – jego się nie dotyka! Jednak należy pamiętać, że decydując się na udział w wystawie automatycznie akceptujemy regulamin wystawy, który jasno określa zadania sędziego, które ma wykonać. Określa także jak ma zachowywać się pies w ringu. Najważniejsze - ma być bezpieczny dla otoczenia. Psy ras z listy psów agresywnych także biorą udział w wystawach i w życiu codziennym, także ich dotyczą w/w wymagania zachowania. Agresywne zachowania wiążą się z dyskwalifikacją psa i opuszczeniem ringu nawet jeśli jest to najlepszy pies ze stawki. Nie można pozwolić, aby pies kłapał pyskiem niezależnie od swoich intencji na przypadkowe dotknięcia, które zdarzyć się mogą wszędzie. Zachowując różnorodne środki ostrożności. Z takowym psem kłapiącym na wszystko i wszystkich można się poruszać i da się żyć. Ktoś powie: kaganiec! -, owszem można, niekiedy nawet trzeba…tylko czy fundowanie sobie i psu dodatkowego stresu jest konieczne? Nie mam na myśli kagańca jako czynnika stresującego, a zachowanie nasze i psa podczas przebywania poza domem. Oswojenie z dotykiem należy zacząć od swojego wewnętrznego spokoju i czasu na tą czynność. Małe szczeniątko możemy dotykać podczas snu, podczas karmienia czy to z miski czy z ręki. Można to potraktować jako ćwiczenie do nauczenia niczym zwykłe: siad. Pies ma miejsca na swoim ciele, na których toleruje dotyka bardziej i te, na których toleruje dotyk mniej. Można uczyć przekładając uwagę - skupiamy uwagę na przyjemnej rzeczy dla psa (np. jedzenie) i staramy się delikatnie musnąć miejsca przyjemne w percepcji psa i znajdujące się w zasięgu psiego wzroku, czyli łapy przednie (kość strzałkowa) zewnętrzną stroną dłoni. Nie róbmy tego nigdy z zaskoczenia. Ważną kolejnością jest niesprawianie bólu - tak dotyk potrafi boleć. Musimy dostosować się do psa - ruchy wykonywane wokół psa robimy bardzo powoli i w jednostajnym tempie - tak by pies widział naszą dłoń mógł przewidzieć nasze intencje (oraz miał możliwość ewentualnej ucieczki). Dotykając, rozmawiajmy z psem, przekazujemy gro informacji o sobie (nastrój, emocje). Możemy także uspokoić lękowego psa w sytuacji, przerastającej jego możliwości. Dla psów lękowych dotyk bywa wybawieniem: „hej...to nie koniec świata, nie dzieje się nic strasznego, nie gniewam się na Ciebie, mam sytuację pod kontrolą, naprawdę nie musisz popadać w paniczną histerię...”. Zdecydowanie częściej zdarza się dotykanie przez głaskanie z udzieleniem psu naszego emocjonalnego współczucia, czyli negatywnie wzmacniamy lęk. Głaszcząc, chcemy pocieszać podnieść na duchu a sytuacja zamiast poprawiać się staje się coraz bardziej napięta. Dajmy psu wsparcie - nie płaczmy razem z nim. Płacząc razem z psem, głaszcząc, tuląc się do psa, okazujemy słabość i tracimy swój wypracowany autorytet. W tym momencie stawiamy naszego psa w bardzo kłopotliwej sytuacji, zmuszającej go do odgrywania roli bycia silnym - silniejszym od nas. Nieświadomie zmuszamy psa do bronienia nas przed całym światem. Voila! Przepis na agresywne zwierzę, mamy gotowy!

Słowem zakończenia – „potwory” bywają straszne, ale my jako przewodnicy -mający narzędzia, świadomość i możliwości - możemy uwarunkować najwspanialszego psa na świecie – w końcu Appenzellery, oprócz z niebywałej inteligencji, słyną z wylewności uczuć wobec swojego właściciela. Potem zostanie nam już tylko wspólne spędzenie kilkunastu następnych, wspaniałych lat w zdrowej relacji i niebywałym szacunku na linii pies - człowiek.

Cofnij